HandBox
 

R-400 Tour Lampowa Głowa


O R-400 Tour:

  Konstrukcja elektroniczna głowy R-400Tour jest taka sama jak wersji Standard. Różnica pomiędzy tymi modelami polega wyłącznie na sposobie wynonania i wykończenia zewnętrznej obudowy.

  Mini Głowę R-400Tour wyróżnia prosta intuicyjna obsługa, szlachetne lampowe brzmienie, niewielkie wymiary gabarytowe oraz relatywnie niska waga. Model ten wykonany jest z myślą o muzykach będących w trasach, w związku z tym zewnętrzna skrzynka zabezpieczona jest aluminowymi kształtownikami wziętymi z technologii flight case.

   Konstrukcja preampu wykonana jest  na 3 lampach ECC83 (12AX7). W torze sygnałowym nie znajdują się krzemowe elementy wspomagające, a więc preamp jest konstrukcją w pełni lampową z zachowaniem czystości formy.

  Stopień końcowy o mocy 400W/4 Ohm pracuje w klasie AB i bazuje na lateralnych tranzystorach mocy typu Mos-Fet. Produkcja wymienionych tranzystorów to unikalna już technologia, która dedykowana jest wyłącznie do zastosowań audio, dająca czyste, unikalne brzmienie.

 

Filmy prezentujące R-400:

Michael Bailey- English Musician

 

 

 

    A CO TO TAKIEGO TO LAMPOWE BRZMIENIE OGÓLNIE?

   Lampowym konstrukcjom przypisuje się ciepły, miękki sound. Stwierdzenie takie w przypadku pieców basowych, może okazać się nieco ryzykowne, ponieważ niektórzy basiści reagują i określają brzmiena generowane przez "lampiaki" wręcz odwrotnie, jako twarde, metaliczne, z nazbyt wyrazistym środkiem pasma i chrzęstem. Oczekują większego skonturowania dźwięku, podświadomie szukajac w konstrukcjach lampowych tranzystorowego brzmienia i takiej obsługi. Często po wykonanych naprędce testach, niektórzy pochopnie stwierdzają, że lampy to nie ich bajka i że w ogóle to nie jest to. Jeżeli nie lubią brzmienia generowanego przez lampy, to zapewne w większości nie rozumieją jego istoty, bo i niby skąd mieliby zaczerpnąć ową tajemną wiedzę.

   Ktoś kiedyś powiedział, że "o gustach się nie dyskutuje". To prawda, jednak bardzo często gust, a w zasadzie jego brak, wynika z niewiedzy. Niby "niewiedzieć jest rzeczą ludzką", ale czy aby warto trwać w takim błogim stanie nieświadomości?!

   Możliwe, iż poniższymi zdaniami uda się nieco naświetlić i wyjaśnić zagadnienie lampowego soundu.

  Lansowany obecnie trend w dziedzinie elektroakustyki trzeba niestety nazwać KOMPROMISEM. Do głów muzyków wbijany jest i zdaje się że skutecznie i nieodwracalnie pogląd, iż najważniejszą  cechą sprzętów najnowszej generacji jest to, aby był lekki, cyfrowy i koniecznie z lampą w środku.  Jeżeli kolumny to tylko z neodymowymi głośnikami cokolwiek by to miało oznaczać, natomiast wszelkiej maści "wzmaki" w preampie muszą mieć syntezę cyfrową i oczywiście, a jakże, wszystko okraszone lampą elektronową. Końce mocy to  klasa D czyli kino domowe przysposobione na estradę, no i całość  wspierana nic nie ważącym zasilaczem impulsowym, który wprost zionie takimi mocami o jakich niedawno się nie śniło! Jasne że wymienione cechy to przyszłość i bez poszukiwań nie byłoby rozwoju ludzkości jest jednak w tym pędzie ku nowemu pewne "ALE". Zadajmy sobie FUNDAMENTALNE PYTANIE, czy brzmienie i jakość dźwięku jest wartością nadrzędną czy to tylko mało znaczączym dodatkiem do pieca o super pięknym wyglądzie, który nic nie waży?! Jeżeli dla prawdziwego muzyka jakość dźwięku jest parametrem obojętnym lub nie do końca czytelnym, a bierze się z niewiedzy technicznej, to istnieje poważna obawa, że z tym rozwojem muzyki, wrażliwości na dźwięk, ogólną estetyką i postępem ludzkości jako takim, wcale nie jest aż tak dobrze.

   Na dzień dzisiejszy nic nie jest w stanie zastapić charakteru działania analogowych konstrukcji lampowych adresowanych do współpracy z elektrycznymi gitarami i gitarami basowymi.

   Wszelkie najlepsze, najwierniejsze cyfrowe próbkowania najbardziej uznanych pieców do basu to tylko lepsza lub gorsza próba zbliżenia się do naturalnego organizmu. Niestety, nigdy nie jest to ten właściwy organizm i wątpliwe czy kiedykolwiek w przyszłości w 100% zostanie zastąpiony, chociaż, nigdy nie mów nigdy. Wracając do zasadniczego wątka sprawy czyli do pytania, cóż takiego ponadczasowego oferują lampy?

  Lampy elektronowe stosowane w preampach nazywają się TRIODAMI. Triody z racji swojej konstrukcji i charakterystyk działania, mówiąc oczywiście w dalekim uproszczeniu, daja możliwość powstawania dużej ilości parzystych harmonicznych. Jeśli druga harmoniczna nie jest przesunięta w fazie względem częstotliwości podstawowej (pierwsza harmoniczna), następuje psychoakustyczne "wzmocnienie", odbierane jako przyjemne dobarwienie (pogrubienie) dźwięku.
  Jeżeli faza drugiej harmonicznej jest przesunięta o 90 stopni, co jest charakterystyczne dla lamp elektronowych w przypadku niesymetrycznego ograniczania sygnału, to subiektywnie dźwięk odbieramy jako głośnejszy, oraz pozytywną zmianę barwy. Dźwięk z lampiaka brzmi "grubiej" niż dźwięk tranzystorowy. Pamiętajmy, że drugą harmoniczną dla tonu podstawowego jest oktawa.
Tranzystory w równym stopniu generują harmoniczne parzyste i nieparzyste. Dźwięk, a dla ułatwienia rozumowania rozpatrzmy pojedynczy ton, z lampiaka brzmi "grubiej". Cecha ta bierze się z tego, że drugą harmoniczną dla tonu podstawowego (ton podstawowy to pierwsza harminiczna) jest oktawa. W czasach które mamy obecnie, prym wiodą  gitary basowe 5 i 6 strunowe. Dodana najgrubsza struna H i jej najniższe tony to poważne wyzwanie, nie tyle dla uszu, co dla sprzętu. I znowu owe prawdziwe lampiaki sprawiają, że najniższe tony ciągle słyszymy, jako selektywne i co najistotniejsze, ich wysokość możemy bez trudu określać. Idźmy dalej, najmniejsze z możliwych interwałów, a więc różnice pomiędzy półtonami, oczywiście na najniższych rejestrach, ciągle będziemy odróżniać, czego niestety próżno szukać na krzemach. Na lampach harmonia akordów jest mniej zakłócana, ponieważ zagrany akord przenosi się o oktawę wyżej i o kolejną oktawę, i o kolejną wyżej itd. Najlepiej tę cechę charakteryzuje słowo konsonans. Oczywiście całe zagadnienie współgrania ze sobą harmonicznych jest zdecydowanie bardziej złozone, ale nie chodzi tu o akademicki wykład, a o zobrazowanie w sposób przystępny działania pieca lampowego.

  Dźwięk zagrany na tranzystorach "wędruje" czyli odzywa się w równych częściach wyżej o oktawę, ale i  np. o kwintę z racji tego, ze generowanie parzystych i nieparzystych harmonicznaych jest na tym samym poziomie. Dla ucha skutkuje to tym, że dźwięk słyszymy jako zabełtany, nieczysty o niezbyt czytelnych konturach. Przy emisji pojedynczego tonu sprawa nie wydaje się być tak oczywistą i wyraźnie odczuwalną. Dopiero grając pewne figury harmoniczne np. dwudźwięki, powiedzmy kwintę G-D, na "lampach", będziemy w stanie wyraźnie i selektywnie usłyszeć dwa pojedyncze tony czyli G i D. W przypadku konstrukcji krzemowych wszelkie akordy to małoselektywna plama dźwiękowa. Jaka zatem wynika z tego korzyść praktyczna? Musimy wykonać lekki powrót do początku tekstu, w miejsce omawiania szybkich, nazbyt szybkich testów sprawdzających.

  Korzyścią najważniejszą dobrych wzmacniaczy lampowych jest niewątpliwa przyjemność gry wynikająca z naturalnej cechy wpasowania się brzmienia w każde warunki. Im warunki pracy trudniejsze, tym piec lampowy, jakby bardziej ułatwia pracę, zapewniając selektywną emisję dżwięków. Trudne warunki to przede wszystkim głośne granie na żywo, w pełnym składzie muzycznego bandu, przy marnej akustyce pomieszczenia. A co to za cecha, bądź parametr "przyjemność gry"? Cecha z pozoru niemożliwa do skatalogowania, ponieważ jest to w sumie  zestaw subiektywnych odczuć i nic poza tym. Z tą subiektywnością  nie do końca jest tak subiektywnie. Śmiało można powiedzieć, że  jest obiektywna ocena wartości dźwięku. Wystarczy w jednym miejscu, w jednym czasie i na jednej kolumnie głośnikowej szybko przepinać głowę lampową na zmianę z tranzystorową. Skupiwszy się na opisanych powyżej cechach lamp i tranzystorów, wnet się wszystko wyjaśni. Oczywiście nie jest intencją tego tekstu dyskredytowanie konstrukcji tranzystorowych, jako rzeczy do niczego się nie nadających, bądź siejących spustoszenie w kształtowaniu muzycznych gustów. Nie, bardziej chodzi o wskazanie najistotniejszych cech, jakich mamy się doszukiwać w naprawdę dobrych piecach basowych. Często wiemy i czujemy, ze coś jest na rzeczy, a nie umiemy tego właściwie nazwać. Mamy wrażenie, ze na tym piecu gra się  lepiej, przyjemniej, a dźwiek klei się do gryfu. Wyobraźnia pełna jest inspiracji i przez to dotykamy takich nut,  jakie wcześniej nie przychodziły nam do głowy. Najlepiej, kiedy  podchodząc do nowego sprzętu nie będziemy ulegać niczyjej presji. Nie emocjonować się zawczasu. To nie znane loga grają, ani całe zastępy reklam oraz opinie zawarte na wszelkiej maści forach. Gramy my i to my chcemy nabyć nowy sprzęt za nasze pieniądze. Starajmy się uchwycić to wszystko, co jest najstotniejsze i stanowi o profesjonaliźmie produktu.

  W świetle poruszonych powyżej zagadnień sprawa wyboru właściwego pieca jest pozornie prosta, ale czy łatwa do wykonania.?! W sklepach i salonach muzycznych, które są ukierunkowane na pewne produkty z trudem, uporem i pewną determinacją, można w sposób niezależny dokonać  autorskiego wyboru sprzętu. Niestety w placówkach wirtualnych jest to już tylko sprawa dużej dozy szczęścia. Spokojnie przeczytawaszy to co jest powyżej cokolwiek jesteśmy mądrzejsi i co nieco wiemy o "lampiakach"  "krzemach" i tym, że należy dokonywać testów porównawczych w jednym miejscu i jednym czasie.

  cdn.......


 

Cena: 2990.00 zł Dodaj do koszyka